Wyzwania, które stoją przed nami
- rozmowa z Bogdanem Błaszczykiem, wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej
- Na początek naszej rozmowy wróćmy do ostatniej sesji Rady Miejskiej. Przypomnijmy uchwałę dotyczącą zmiany wymiaru godzin pracy nauczycieli pracujących w oddziałach integracyjnych. Radni PO zadecydowali, że ci nauczyciele mają pracować dłużej niż inni. SLD oraz związki zaskarżyły tę uchwałę do wojewody, który ją uchylił niemal w całości. Skargę na rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody formalnie złożyła Rada Miasta, jednak jak się okazało, tak naprawdę złożył ją sam prezydent, bez omawiania jej z radnymi. To się radnym nie spodobało, rozgorzała dyskusja, dlaczego prezydent sam decyduje… Efekt: prezydent opuszcza salę obrad, urażony zachowaniem radnych. Dlaczego się na nich obraził Pana zdaniem?
- Uważam, że zbyt mocno uwierzył w siebie. Największym grzechem władzy jest pycha. A w całej tej sprawie chodziło o to, że SLD pokazało profesjonalizm w działaniu. Odwołanie się od rozstrzygnięcia Wojewody , moim zdaniem, miało służyć przykryciu porażki władzy. Inną sprawą jest fakt, że dominacja władzy wykonawczej nad uchwałodawczą w naszym mieście trwa już tak długo, że każdy przejaw samodzielnego myślenia Radnych może wyzwolić bunt i gniew – a to właśnie miało miejsce. Jest to bardzo zły objaw. Sprawując władzę trzeba mieć więcej pokory i być podatnym na cudze argumenty.
- Jednak nie można powiedzieć, że SLD w Radzie Miasta – mimo, że jest w mniejszości – nie ma wpływu na bieg zdarzeń i podejmowanie uchwał. Nawet ostatnia sesja pokazała, że ważne sprawy zostały uchwalone po waszej myśli.
- Nawet będąc w mniejszości opozycja może mieć większy wpływ na bieg zdarzeń, warunkiem jednak jest zachowanie pewnych form dialogu z ugrupowaniem rządzącym. Niestety ta chęć dialogu ze strony PO się urwała. Pozostało samodzielne myślenie. Prowadzi to częściej o działań konfrontacyjnych. Mamy jednak nadzieję, że wyborcy śledzą tok zdarzeń. Ta sesja była dla nas sukcesem. Obroniliśmy nauczycieli przed niezgodną z prawem interpretacją Karty Nauczyciela. Wytknęliśmy rzeczowo błędy w zarysowanym zdawkowo projekcje systemu promocji miasta przedstawiając własny pomysł na zarządzanie promocją. Pokazaliśmy alternatywę dla branży turystyczno-uzdrowiskowej. Jako ważny wkład w systemowe rozwiązania uważam naszą poprawkę do nowelizowanego statutu miasta w sprawie powołania Komisji Morskiej wraz z jej zakresem kompetencji. Nasza argumentacja była na tyle przekonywująca, że szef klubu PO wyraził chęć przedyskutowania jej na komisji i zaproponował, za naszą zgodą, zdjęcie tej uchwały z porządku obrad. Mam nadzieję, że na następnej sesji poprawka ta zostanie wniesiona i komisja zostanie powołana a Rada Miasta wyrazi większe zainteresowanie w rozstrzyganiu spraw związanych z zarządzaniem portem komunalnym i szeroko rozumianą gospodarką morską.
- Przejdźmy teraz do spraw związanych z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i działaniach partii na terenie miasta. Patrząc na opinie kołobrzeżan, wyrażające się między innymi komentarzami pod publikacjami internetowymi, cykl spotkań „przy kawie” – czy to pierwsze z Grzegorzem Napieralski, czy drugie z Leszkiem Millerem, spotkały się w większości z pozytywnymi komentarzami. Można powiedzieć, że zarówno dzięki przywódcy partii, a także lokalnym działaniom, SLD może zaskoczyć w następnych wyborach…
- To miłe stwierdzenie, choć tak naprawdę komentarze pod publikacjami internetowymi nie są w pełni odzwierciedleniem opinii społecznej. Internet – spośród wszystkich zalet – ma jedną wadę, mianowicie to, że często odrywa czyn ( słowo)od odpowiedzialności. Anonimowość powoduje, że czasami zamiast dyskusji pojawiają się inwektywy. Sojusz Lewicy Demokratycznej w kilku ostatnich wyborach osiągał wynik wyborczy w Kołobrzegu w granicach 16 – 22 procent poparcia. Nie jest to zły wynik. Z naszych obserwacji wynika , że obecnie daje się zauważyć tendencję zwyżkową. Myślę, że wyborcy naszego miasta i powiatu mogą mieć uzasadnione poczucie, że stanowimy tak kadrowo jak i programowo alternatywę dla innych partii w sprawowaniu władzy.
- Pana opinia na temat głośnej wizyty ministra Gawłowskiego. Jak twierdził, przyjechał „uspokoić społeczeństwo”, a jednak odnośnie kandydata na prezydenta miasta powstało więcej zamieszania niż było. Takie działanie to kolejne plusy dla SLD, przynajmniej na podwórku lokalnym…?
- Ta konferencja prasowa pokazała rzeczywisty poziom demokracji w Platformie Obywatelskiej. Okazało się kto i jak rozstrzyga i ustawia pozycje członków partii. Przedstawione plany kadrowe na kilka lat przed wyborami osłabiają pozycję prezydenta . Sesja pokazała już te objawy .
- Dzisiaj rzeczywistość jest zdecydowanie inna, niż w latach, kiedy był Pan prezydentem miasta. Po pierwsze: w wyborach czekają nas okręgi jednomandatowe, po drugie: nie ma już Zarządu Miasta, a prezydent ma pełnię władzy. Z Pana perspektywy, jako niegdyś prezydenta miasta i posła – jak wygląda władza, kiedy patrzy się na nią z boku?
- Ubolewam, że system partyjny w naszym kraju opiera się o wodzostwo, co powoduje, że awansują ludzie niekoniecznie wybitni. Władza wykonawcza w gminach i na szczeblu kraju dominuje nad władzą ustawodawczą i to jest systemowy błąd. Nie uważam okręgów jednomandatowych za remedium na całe zło. Nie pokładam w tym systemie również wielkich nadziei. Szyldy partyjne nadal będą dominować. Czy radny poczuje się bardziej związany z wyborcami – czas pokaże.
Silne uprawnienie wójta, burmistrza, prezydenta ma swoją zaletę. Sami podejmują decyzje i rozstrzygnięcia. Ich praca jako „organu” w porównaniu z dawnym Zarządem Miasta jest efektywniejsza. Jako prezydent poświęcałem dużo czasu żeby przekonywać członków Zarządu do podejmowania decyzji i rozstrzygnięć wyrażanych w formie głosowania. W konsekwencji musiałem te decyzje firmować i za nie odpowiadać mimo, że w głosowaniu miałem zdanie odrębne.
Natomiast silny mandat Prezydenta pochodzący z bezpośrednich wyborów gasi formy demokracji w Radzie Miasta. Dziś…? Może się prezydent obrazić i wyjść z sali.
- Załóżmy jednak, że wahadło wyborcze przechyla się na stronę SLD i wygrywacie następne wybory. Jak znaleźć się jako rządząca partia w tej nowej politycznej rzeczywistości?
- Nie budujemy w Kołobrzegu wodzowskiej partii. Mamy młodego, wykształconego, kreatywnego szefa z doświadczonym zapleczem członkowskim. Nie ma konfliktów personalnych. Tworzymy program i debatujemy, jak rozstrzygniemy te problemy. Organizujemy otwarte spotkania środowiskowe i konferencje w kontekście wyzwań, które stoją przed nami. Z pewnością będziemy słuchać głosów mieszkańców i będą one rozważane. Chcemy być otwarci dla ludzi i dla nich pracować. Wierzę, że jesteśmy dobrą alternatywą dla naszych wyborców.
- Dziękuję za rozmowę.
Błaszczyk Bogdan
Biuro Rady Miasta+48 602 120 108